wtorek, 4 maja 2010

Edgar Allan Poe CGA

Debiut na demoscenie. Było w tym coś fajnego, "pizganie krzemu" jak to kiedyś ktoś na łamach jakiegoś diskmaga zwykł powiadać. Sama demoscena, przynajmniej dla mnie, najlepszy okres przeżywała w późnej pierwszej i wczesnej drugiej połowie lat 90-tych, kiedy zaczęło się robić bardzo kolorowo i znacznie wzrosło zróżnicowanie, bo w domach pojawił się pecet (ale jak przychodziło się do kolegi z klasy, to zawsze był w kredensie). Lazur, Made, Mirage, X-man, Danny. . . to ksywy które przypominam sobie na biegu, choć było ich o wiele, wiele więcej. Trafiała się też tandeta. Jeśli kojarzycie te monotematyczne (dupeczki, najlepiej z dużym biustem i smokami), zblurowane do granic prace, to bardzo możliwe, że pochodzą właśnie z demosceny i właśnie z tamtego okresu -- druga strona medalu. Pamiętam jeszcze pirackie intra na dyskietkach, pamiętam snaile, amigowe dema, których nigdy nie mogłem rozgryźć i piski PC speakera, kiedy coś nie zaskoczyło. . . i choć sam wtedy siedziałem z boku, było coś w tej demoscenie pociągającego -- co sprawiało, ze chciałem się w nią zagłębiać. Wiec siedziałem, podpatrywałem, i po kilku latach spróbowałem. . .



wersja fiolet na czerwień | wersja z jeszcze bardziej oczojebną paletą (wariant CGA2), nadesłana przez Lackey'a

Dziwny temat na start, inspirowany portretem Kafki pana Lackey'a. Zdecydowałem się na cegłę (CGA), bo podobnie jak paleta gejbojowa, miała tylko cztery kolory. Po kilku godzinach mózg bolał od samego patrzenia na nie. . .

. . . ale w ustalone/oszczędne palety wsiąkłem po tym do reszty.

Step: http://stuckinthe90s.eu/s90sblog/poesteponeandonly.png

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz