poniedziałek, 17 maja 2010

Embraced by Lycantrophy's Spell

Praca eksperymentalna. Z tego co pamiętam inspirowana churistem, a wykonana przy skrzekach i trzaskach Moonblood (od którego kawałka pochodzi jej tytuł*). Dwa warianty: 3- i 2-kolorowy; nie mogłem się zdecyodwać. Na dole bonusowa wersja początkowa, która wydaje mi teraz najlepsza bez tych zbędnych zapychaczy z tyłu i dodatkowego koloru. Swoją drogą, chyba wiem dlaczego plik z tym projektem nazwałem "Żyd" :)



* Niestety, nigdzie go nie mogę znaleźć, ale *ten* też jest niezły! Wytrzymasz całe na fulla? :)

wtorek, 11 maja 2010

Jabberwocky CGA2

I znów czterobarwna paleta CGA ("cegła"), tym razem wariant oczojebny. Ilustracja do poematu Lewisa Carolla (gość od Alicji), Jabberwocky. Jest to tzw. wiersz absurdalny, pełen nonsensownych, wymyślonych słów. Kilka wariantów polskiego przekładu, jak i wersja oryginalna pod tym adresem, polecam. Scena nawiązuje do zwrotki:

A on jął w garść worpalny miecz:
Nim wroga wdepcze w grzębrną krumać,
Chce tu, gdzie szum, wśród drzew Tumtum
stać parę chwil i dumać.


Fajny eksperyment, chciałem wtedy tworzyć "coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem" i z taką właśnie myślą w głowie zabierałem się do stawiania pierwszych pikseli na tym obrazku. Trzeba przyznać, do tej pory nie widziałem takiego rodzaju "płynnego" szkicu wykonanego na "cegle" -- tym bardziej w tym wariancie. Wydaje mi się, że ludzie nie dają mu szansy już na samym początku, kiedy uznają połączenie kolorów za nieciekawe. Czy takie jest? Gry na tym powstawały. . . Lackey też tak tworzy(ł). :)

Bonusowa wersja monochromatyczna:

piątek, 7 maja 2010

Five Dollar Silicon Presley

 . . . czyli "Pięciodolarowy Krzemowy Elvis", bo przypomina trochę Lincolna (z pięciodolarówki), trochę Elvisa, no i jest z krzemu. Przełom 2006/7. Aż trudno uwierzyć, że tak to wyglądało na początku. Następnie przejściówka, i niedokończona sekwencja. Widać silny wpływ cyberpunku i demoscenowej idei "pizgania krzemu".

wtorek, 4 maja 2010

Edgar Allan Poe CGA

Debiut na demoscenie. Było w tym coś fajnego, "pizganie krzemu" jak to kiedyś ktoś na łamach jakiegoś diskmaga zwykł powiadać. Sama demoscena, przynajmniej dla mnie, najlepszy okres przeżywała w późnej pierwszej i wczesnej drugiej połowie lat 90-tych, kiedy zaczęło się robić bardzo kolorowo i znacznie wzrosło zróżnicowanie, bo w domach pojawił się pecet (ale jak przychodziło się do kolegi z klasy, to zawsze był w kredensie). Lazur, Made, Mirage, X-man, Danny. . . to ksywy które przypominam sobie na biegu, choć było ich o wiele, wiele więcej. Trafiała się też tandeta. Jeśli kojarzycie te monotematyczne (dupeczki, najlepiej z dużym biustem i smokami), zblurowane do granic prace, to bardzo możliwe, że pochodzą właśnie z demosceny i właśnie z tamtego okresu -- druga strona medalu. Pamiętam jeszcze pirackie intra na dyskietkach, pamiętam snaile, amigowe dema, których nigdy nie mogłem rozgryźć i piski PC speakera, kiedy coś nie zaskoczyło. . . i choć sam wtedy siedziałem z boku, było coś w tej demoscenie pociągającego -- co sprawiało, ze chciałem się w nią zagłębiać. Wiec siedziałem, podpatrywałem, i po kilku latach spróbowałem. . .



wersja fiolet na czerwień | wersja z jeszcze bardziej oczojebną paletą (wariant CGA2), nadesłana przez Lackey'a

Dziwny temat na start, inspirowany portretem Kafki pana Lackey'a. Zdecydowałem się na cegłę (CGA), bo podobnie jak paleta gejbojowa, miała tylko cztery kolory. Po kilku godzinach mózg bolał od samego patrzenia na nie. . .

. . . ale w ustalone/oszczędne palety wsiąkłem po tym do reszty.

Step: http://stuckinthe90s.eu/s90sblog/poesteponeandonly.png

niedziela, 2 maja 2010

ΤΑ ΜΥΣΤHΡΙΑ ΤΗΣ ΑΚΡOΠΟΛΗΣ

Game Boy'em zainteresowałem się czy to czytając o nim w Gamblerze, czy też pożyczając zieloną wersję tego kloca od najlepszego wtedy kumpla. Nigdy nie miałem swojego Pegazusa, ani nawet Komody, więc kiedy kilka miesięcy później, na 10 urodziny, w moje ręce trafiło pudełko z niemieckimi napisami i pierwszą grą o wąsatym hydrauliku, stałem się nerdem na całą zimę, jeśli nie dłużej. 9 lat później, kiedy z kolei rozwijałem swoje zainteresowanie grafiką, wykopałem owo zakurzone pudełko i wpadłem na pomysł dlaczego by nie rozgryźć tego dziwacznego systemu.

Jest pewien łatwy sposób, żeby wytłumaczyć jak działa matryca Game Boy'a. Cała grafika, która jest w danym momencie wyświetlana na ekranie, łącznie z fontami, panelami etc., musi się mieścić w takich bankach pamięci:



I mówiąc "cała" mam także na myśli wszystkie klatki animacji dla twojej postaci i dla przeciwników. Jest tego więcej, ale nie będę wam zaśmiecał głowy. Tak, czy inaczej, to dlatego większość tytułów na tą konsolkę posiadało bardzo prostą, toporną grafikę. Mimo wszystko trafiały się gry naprawdę ładne, np.: Donkey Kong Land 2, Wario Land, czy Castlevania II (wszystkie graficznie bardzo inspirujące).

Przy okazji tego piksela dołączyłem do załogi pix.art.pl (za zaproszeniem Ara :)). Z tego co pamiętam "przyjęcie" było bardzo sympatyczne, a pracka trafiła na pierwszą stronę. :) Później zakumplowałem się z Arem, i już tej sceny nie opuściłem.

Jeśli Cię zainteresowałem, zerknij w ten temat na Pixelation po dodatkowe info i fabułę gry. :)

Nie mam ust, a muszę krzyczeć!

Kolejny przykład na to, jak w tamtych czasach omijałem rysowanie ust i nosów. . . Oczy u pań zawsze podobały mi się najbardziej i najbardziej lubiłem je rysować. :) Swoją drogą, przy okazji tej pracy myślałem, że złapałem pana boga za nogi -- i już lepiej się po prostu nie da. Fakt, daleko mi jeszcze było do porządnego warsztatu, ale zaczątki stylu widać już całkiem nieźle -- moment w którym zacząłem powoli porzucać nadmierny anti-aliasing na rzecz ditheringu. 2006.
PS: Tytuł tego posta jest nawiązaniem do bardzo ciekawego opowiadania Harlana Ellisona.

sobota, 1 maja 2010

Pixelopolis Fadatar

Portret na forum Pixelation/Pixelopolis, gdzie do dzisiaj ludzie zbierają się, żeby prezentować swoje prace i dyskutować o pixel arcie. Była wtedy taka moda, "fad", który rozpoczął ptoing -- i w ciągu kilku dni każdy na tym forum miał podobny awatar. Niektóre można znaleźć w tej sekcji na Pixeljoincie. Niezłe ćwiczenie na technikę i anti-aliasing, wykonałem jakieś 30 wersji, zanim Paint wypuł tą ostateczną. Jak widać miałem wtedy spore kłopoty z rysowaniem twarzy, więc ich nie rysowałem. . .
Ok, próbowałem. . .