czwartek, 29 kwietnia 2010

Purple guys


Na lewo: oryginał, prawo: moja wersja. Pierwsze kroki w ProMotion i początki odważniejszych zabaw paletą. Inspirował mnie Helm, ten klimat w jego pracach był niesamowity! Tematycznie praca pod Commercial Critique na Pixelation (temat cały czas istnieje!, obrazki niestety nie wszystkie). Zadanie polegało na przerobieniu dowolnego potworka z Shadow of the Beast, amigowego klasyka. Tych fioletowych gości z grubymi dupami zawsze lubiłem najbardziej. :)

Samą grę naprawdę polecam sprawdzić: debiut Psygnosis, megabranża (super klimat!), ma w sobie coś co przyciąga. Dla pikselujących będzie to też dobra okazja, żeby zobaczyć dlaczego palety o małym kontraście i prostych, monochromatycznych rampach nazywam amigowymi. Opcjonalnie, była także wersja SNES z przerobioną grafiką i minotaurami (teraz to już cholera wie czym) biegającymi w stringach :/

1967 Shelby G.T. 500

Kolejna gablota -- wygląda trochę jak mangacar, ale wtedy chyba jeszcze o nich nie słyszałem. Swojego czasu to był naprawdę spory sukces, bo poradziłem sobie bez obrysu zdjęcia. Namalowane w deszczowe popołudnie, chyba nawet przy okazji "burzy stulecia", jak to później nazywaliśmy. Przerywałem bazgranie, żeby wychodzić na balkon i z odległości kilku metrów oglądać pioruny walące w ulicę. :)

The Pit and the Pendulum

Obrazek do nieukończonej przygodówki na podstawie opowiadania Poego, Studnia i wahadło (bardzo ciekawe swoją drogą). Gra miała zawierać tylko jeden "pokój", po którym mogłaby się poruszać postać gracza (w planach był i w planach pozostał przykuty do ściany jegomość i sama tylnia ściana, wahadło i myszy myszkujące(!) wokół studni). Chyba pierwszy poważny krok w kierunku demoscenowej estetyki, jednocześnie ukłon w stronę Helma (silna inspiracja, byłem pod wrażeniem jego gry o identycznym założeniu, Caverns/Vaginas -- sprawdźcie jeśli się doszukacie). Paint i kilka godzin(!) roboty -- zaraz przed zapisaniem się na prawko. ;)

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Gumolit

Pierwsze klocki zacząłem stawiać jakoś pod koniec lat dziewięćdziesiątych, zaraz po tym jak pod moim dachem zagościło blaszane pudło z przyciskiem TURBO na obudowie. Po nocach spać nie mogłem, tylko się na nie gapiłem; wszystko wydawało się takie ciekawe i tajemniczne. Co, jak i dlaczego.
Przekształcenie tej niezbadanej skrzynki w coś kreatywnego wydawało się być całkiem niezłą perspektywą. Pierwsze piksele zacząłem malować w Paincie, w Paincie tworzyłem też grafikę do prostych gier, które później na dyskietkach rozchodziły się po szkole. Były to w większości banalne tekstówki stworzone za pomocą jakiegoś autorskiego softu, który swojego czasu przeżywał lata świetności na łamach i dyskach Gamblera. Ktoś tam wtedy mi rzucił: "Fajna grafika, może kiedyś zostaniesz grafikiem?" i chociaż ocena kilkulatka niewiele mogłaby teraz znaczyć, tak jakoś wyszło, że piksele stały się moim hobby. Żałuję, że nic z tamtych czasów się nie zachowało, a wierzcie mi, że miejsca na tym niespełna dwugigabajtowym dysku nigdy nie oszczędzałem. Trochę potrwało, zanim spod moich palców zaczęło wychodzić coś bardziej spójnego. . .

Pierwszy chyba piksel, w który włożyłem sporo wysiłku i czasu, mimo że przecież spora część tej pracy to zwykły obrys. Dobrze go pamiętam, wzorowany na autach ze Street Roda -- wtedy wydawał mi się najlepszy na świecie. 2005(?).



Wszystkie te ludziki powstawały w podobnym okresie; 2006, część może 2005. Miałem wtedy jakieś ciągoty do oldschoolowej grafiki, ale to jeszcze nie była demoscena -- wszystko szło raczej pod gierki, interesowały mnie przygodówki i chciałem je tworzyć. Dopiero później zacząłem rysować dla samej przyjemności rysowania.

Była też i izometria, 2006, chociaż tej to nigdy nie lubiłem. . .

2006(?)

. . . i kilka bidnych hi-resów, 2005. Stary kineskop Daewoo kopał kontrast do granic: